Wyniosłam córkę na klatkę schodową w kapciach i wtedy zrozumiałam, że straciłam już nie mieszkanie, tylko poczucie bezpieczeństwa
Stałam boso prawie pod drzwiami sąsiadki, trzymając śpiącą córkę i słuchając, jak mój mąż z drugiej strony wali pięścią w nasze własne drzwi. Przez lata wmawiałam sobie, że da się wytrzymać, że dla dziecka, że kredyt, że ludzie gadają, ale tamtej nocy pękło we mnie coś, czego już nie dało się skleić. Do dziś noszę w sobie winę, strach i pytanie, czy nie uciekłam za późno.