Wpuściłam szwagra pod swój dach, a on zrobił ze mnie służącą. Najgorsze było to, że mój mąż tylko patrzył
Stałam w swojej kuchni z mokrymi rękami i słuchałam, jak Paweł z salonu woła do mnie, żebym zrobiła mu jeszcze herbatę, jakbym była w swoim własnym domu nikim. Najbardziej bolało mnie nie to, że szwagier był bezczelny, tylko że Michał siedział obok i nawet raz nie powiedział: „ogarnij się, Paweł”. Do dziś nie wiem, czy bardziej pękło we mnie serce, czy coś znacznie gorszego — szacunek do własnego małżeństwa.