Pojechałam tylko na weekend do córki. Wróciłam z przekonaniem, że jeśli jej nie zabiorę stamtąd natychmiast, stracę ją na zawsze
Kiedy stanęłam w drzwiach domu po dziadkach mojej córki, od razu poczułam, że coś jest bardzo nie tak. Patrzyłam, jak gaśnie przy własnym mężu, a każdy jego gest i każde słowo miały w sobie chłód, którego nie dało się już tłumaczyć zmęczeniem. Do dziś zastanawiam się, ile matek widzi podobne sygnały i boi się zareagować, bo wszyscy wokół powtarzają, że rodzinnych spraw nie wynosi się na zewnątrz.